HISTORIA ROSOSZYCY

ROSOSZYCA - Roszosicza, Roszosicze, Roszoszicza, Rossoszyca, Rossoszyce/ Pierwsza wzmianka w środkach pisanych ukazuje się w 1377 roku /KDW nr.2069/.


W 1377 roku Mikołaj, podkomorzy kaliski rozgraniczył Rososzycę od dóbr klasztoru ołobockiego. Około 1253 roku należała - jak podaje „Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego”- do Rosowskich /Rososkich/ herbu Korab i do Piotra Wolickiego. W 1579 roku posiadali dobra wspólnie: Dorota Sieroszewska, Jakób Rosowski oraz Jan i Stanisław Wysoccy. Było tam wtedy 7 łanów osiadłych, 8 zagrodników, 3 ˙komorników, 2 rzemieślników. Rejestra poborowe z roku 1618 wykazują tylko jednego dziedzica, Piotra Rosowskiego /Rososki/,który posiadał 7 łanów osiadłych,7 zagrodników,1 rzeżnika i młyn o jednym kole. 

Do Rosowskich /Rososkich/, w części, wieś należała jeszcze na przełomie ˙XVII i XVIII wieku, o czym świadczy spisany 22.08.1701 r., inwentarz po śmierci Władysława Kazimierza Rosowskiego przez jego żonę Ewę. Z końcem XVII wieku Rososzyca stała się własnością rodziny Wierzbowskich herbu Jastrzębiec. Początkowo pisali się z Wielkiego Chrząstowa w granicach Śląskich, który niegdyś dziedziczyli, ale kiedy Stanisław Chrząstowski, wyniósł się w łęczyckie, a syn jego Derszław nabył dobra Wierzbowa, przyjęli nazwisko Wierzbowscy. 

W ręce Skórzewskich Rososzyca dostała się w początkowym okresie XVIII wieku.

Boniecki w swoim „Herbarzu” przedstawia założyciela drzewa genealogicznego Skórzewskich, Wojciecha Drogosława, który żył około 1240 roku. Adam stanowiący z kolei VII pokolenie, pieczętujący się herbem Drogosław, siedzący w ziemi wieluńskiej, pozostawił synów: 
Jana, Andrzeja, Władysława i Stanisława. Jan VIII pokolenie, dziedzic dóbr Świątkowice, Dobrosław i innych w ziemi wieluńskiej pozostawił z Barbary Wielowiejskiej herbu Półkozic synów: 
Kazimierza, Leopolda i Pawła. 
Paweł z Marii Gomolińskiej herbu Jelita spłodził synów: Stanisława, Wojciech i Macieja - bezżennych oraz Mikołaja, protoplastę odnóg wojewódzkiej i kaliskiej.
Mikołaj, dziedzic Rososzycy, Szczurów i Raszkowa poślubił Urszulę Linowską herbu Pomian, córkę Stanisława z Urszuli Lipskiej herbu Grabie, pisarzówny ziemi kaliskiej. Z Urszuli Linowskiej, Mikołaj pozostawił syna Antoniego i trzy córki: Konstancję, Aleksandrę i Urszulę. Antoni dziedzic Rososzycy i innych związał się węzłem małżeńskim z Anną Nostitz-Jolkowską herbu Ryś ze starożytnej rodziny pomorskiej. 

Z czasów Antoniego, zachował się do dzisiejszych czasów inwentarz który spisany został 12 pażdziernika 1762 roku, przez Wojciecha Pawłowskiego, komisarza generalnego Wielkopolski, po śmierci właściciela Jana Kobierzyckiego przy reindukcji w dobra Hermenegilda Chrzanowskiego, pisarza grodzkiego nakielskiego, dotyczący połowy Rososzycy, który świadczy, że Antoni Skórzewski nie był dziedzicem na całości Rososzycy w owym czasie. 

Jak wyglądała wówczas połowa wsi należąca przed 1762 rokiem do Jana Kobierzyckiego: „Dwór/opuszczono część mieszkalną/,z zewnątrz w bardzo kiepskim stanie, z podziurawionym dachem i pogniłymi ścianami. Koło dworu stał po prawej stronie spichrzyk, pokryty snopkami, na kształt sołku z pustymi przegrodami, potrzebujący reperacji. Przy spichrzyku porastał niewielki sad z różnymi drzewami owocowymi, w którym ˙znajdowało się 34 pniów pszczelich. Po drugiej stronie znajdował się równie podobny sad, ogrodzony chrustem. Dalej idąc stała gorzalenka, karmnik i chlew o dwóch drzwiach, słomą poszyty, równie w fatalnym stanie, że tylko patrzeć jak się wywróci. Dalej ˙budynek o czterech drzwiach na biegunach z zamknięciem w stanie - jak pisze autor - dobrym. Dalej znajdowały się: wozownia, stajnie - poszyte słomą z dziurami w ścianach. Po przeciwnej stronie znajdował się budynek na kształt spichlerzyka zrujnowany. Po drugiej stronie tego budynku stał browar z wszystkimi statkami, ale nadający się do reperacji. Przy browarze ogródek warzywami obsiany, dalej sadzawka a niewiele dalej stawek niemały. Dalej idąc, stała stodoła o dwóch bojowiskach, do połowy zapełniona zbożem i słomą, znajdująca się w złym stanie. Obok nij stała mniejsza stodółka o jednym bojowisku, z gruntu zła, w której było ˙wówczas siana około 6 wozów. Na przeciw tych stodół znajdowała się stodółka, w dobrym stanie, z grochem, sianem i owsem. Dalej owczarnia w dobrym stanie i z dobrym poszyciem, ale bez owiec, które jak mówią ludzie pognali do Oszczeklina do jmp. Frankemberka. Bywały czasy, kiedy w owej owczarni znajdowało się 138 a nawet 233 owiec. Do inwentarza dworskiego należało wówczas: krowa, para koni i żrebię oraz 12 świń. I to było wszystko nie było więcej ani kury, ani łyżki i miski, ani stołów, ani stołka i innych sprzętów. Wszystko co było można ,sukcesorowie jmp. Kobierzyckiego pozabierali. W części wsi Jana Kobierzyckiego było wówczas 2 kmieci: Jędrzej Każmierczak i Mikołaj Ścieżkowski. obydwoje ˙mieli ˙powinności robienia bydłem od niedzieli do niedzieli. Tylko od św. Marcina do św. Wojciecha mieli 1 dzień wolny w tygodniu.10 chałupników. miało powinności odrabiania pańszczyzny z żonami i dziecmi po 6 dni w tygodniu.2 komorników, za chałupy z małymi ogródkami odrabiało po 3 dni w tygodniu. Był jeszcze w tej części wsi karczmarz i owczarz, poddani z dziećmi i żonami. Oprócz powinności na rzecz dziedzica wymagano pogłównego: komornicy mieli powinność płacenia, razem 3 zł, kmiecie na jedną ratę po 6 zł a chałupnicy, każdy po 3 zł. Do tego jak by było mało kmiecię mieli powinności w naturze. Powinni dawać co rocznie kapłonów 4 i mannę według zwyczaju. 

Na końcu folwarku znajdował się młyn, nazwany Krusz, na strumieniu, czyli odnodze od rzeki. Dochody z młyna w jednej części szły według dawnego zwyczaju do czynszowania i zapłacenia pogłównego oraz innych powinności do jmp.Chrzanowskiego, pisarza grodzkiego nakielskiego”. Wszystko wskazuje na to, że właściciel tej części Jan Kobierzycki zadłużył się przed śmiercią, mimo tak dużych powinności chłopów pańszczyźnianych, co można wywnioskować z powyższego inwentarza, w wyniku czego nastąpiła reindukcja w jego dobra. Co się dalej stało a tą częścią, nie wiadomo, można przypuszczać że Antoni Skórzewski wykupił tę część wsi i stał się jedynym właścicielem, ale to tylko przypuszczenie. Z małżeństwa Antoniego Skórzewskiego z Anną Nostitz-Jolkowską zrodziły się 4 córki: Łucja, Apolonia, Antonina i Marianna, oraz dwóch synów:


Paweł jako starszy syn, pan na Rososzycy, Dobrej, Szczurach, Raszkowie, Wysocku, Rudlicach i wielu innych urodził się w Mącznikach, wchodzących w skład dóbr Skórzewskiego Antoniego, w 1744 roku. /patrz Mączniki/ Znany był powszechnie w kraju jako dobry obywatel i patriota. Jak pisze Józef Wybicki w „Pamiętnikach” wyd. Warszawa 1905 rok „Był tam z swoim Korpusem Mazowiecki marszałek Dobrzyński, był komenderujący Korpusem jedynym Wielkopolskim Paweł Skórzewski, który odtąd był tyle słynny w kraju z najczystszego patriotyzmu i który zawsze był z swoją ojczyzną, pomimo wieku i majątku jakiego z czasem doszedł. Były jeszcze inne Korpusy, ale to wszystko dopiero się organizowało Ledwo piekielną przeprawę nakielską skończyliśmy, ledwo stanęliśmy w Kcyni, marszałek Lniński poznawszy się z pułkownikiem Skórzewskim, oddać mu w komendę swój Korpus przedsięwziął” Dalej Józef Wybicki w „Pamiętnikach” pisze: „Gorliwy Mazowiecki i bitny Skórzewski na próżno szykowali kilkakrotnie przelęknionego żołnierza, znajomość służby i większość sił dały zwycięstwo nieprzyjacielowi. Powiem, nie ˙byliśmy pobici, ale rozbici i rozproszeni”. 

Paweł Skórzewski jako 24 letni młodzieniec wstąpił do szeregów Konfederacji Barskiej i walczył pod wodzą: Zaremby, Malczewskiego, Antoniego Morawskiego, oraz jako pułkownik i naczelnik oddziału na własną rękę. Będąc przy Malczewskim, najechał nagle Rydzynę i zabrawszy księciu Sułkowskiemu 200 wyborowej nadwornej piechoty, do wojsk Konfederackich ją wcielił. W utarczce pod Radominem brał czynny udział. Gdy się chciał oprzeć wkraczającym w okolice nadnoteckie Prusakom, przy pierwszym podziale Polski, wzięty zdradą do niewoli i zaprowadzony do twierdzy Kostrzyna, długo po skończonej Konfederacji był trzymany jeszcze w areszcie. Jak się autor „Pamiętników panowania Stanisława Augusta” domyśla wskutek wpływów w Berlinie księżny Sapieżyny, sprzyjającej jego rywalowi o godność regimentarską Antoniemu Sieroszewskiemu ”żeby mu regimentarstwa nie dysputował i wycieńczony w niewoli ciężkiej na zdrowiu i majątku, przeszkadzać mu do promocji obywatelskiej długo sposobu nie miał”. Po powrocie do kraju otrzymał Paweł Skórzewski w roku 1782 urząd łowczego kaliskiego, w 1788 został podstolim poznańskim, w 1792 roku postąpił na stolnikostwo kaliskie. 

Za Kościuszki, już w stopniu generała majora Wojsk Koronnych stanął na czele zebranego w Pyzdrach rycerstwa, połączył się z Dąbrowskim i wielce się odznaczył w bitwie pod Łabiszynem, gdzie Dąbrowski powierzył mu dowództwo kawalerii na prawym skrzydle /”Wyprawa do Wielkopolski” generała Dąbrowskiego. Poznań 1839 r./. Po klęsce Maciejowickiej doprowadził powstanie wielkopolskie do Piotrkowa ”mając zapewnienie króla, że starania jego upewnia bezpieczeństwo wszystkim”/Morawskiego „Dzieje panowania Stanisława Augusta”/. 

Na pierwszą wieść o przybyciu generała Dąbrowskiego i wojsk francuskich do Poznania, sędziwy generał, bo liczył już wtedy ponad sześćdziesiąt lat, wraz z generałem Lipskim, zebrali ile mogli ochotników zbrojnych i wkroczywszy niespodziewanie do Kalisza 7 listopada 1806 roku, wzięli do niewoli załogę pruską i objęli władzę cywilną i wojskową w imieniu Cesarza Francuzów/patrz Lewków i Ociąż/ 

Paweł Skórzewski, mianowany generałem komenderującym w departamencie kaliskim, zajął się energicznie tworzeniem siły zbrojnej, w czym pomógł mu znacznie dawny legionista Józef Biernacki /patrz Sulisłąwice/. Marszałek Davoust w raporcie do Cesarza Napoleona wyrażał się bardzo chlubnie o generale Pawle Skórzewskim, jak poświadcza Wybicki. W roku 1812 był marszałkiem pospolitego ruszenia w kaliskim, wreszcie w roku 1816 został wyniesiony w nagrodę tylu zasług do godności senatora woj. kaliskiego przez Cesarza Aleksandra I. Otrzymał złoty Krzyż zasługi wojennej, wielką wstęgę orderu orła białego i S. Stanisława. 

Jednak według Jana Staszewskiego patrz „Kaliski Wysiłek Zbrojny 1806-1813” wydanie Kalisz 1931 rok wydarzenia tamtego okresu były nieco inne lub niedopowiedziane przez autora „Pamiętników” Józefa Wybickiego. 

Otóż drukowane odezwy gen Dąbrowskiego wydane już 3 listopada w Berlinie przywiózł dzierżawca Opatówka, dawny kapitan artylerii Kasper Miaskowski, które natychmiast rozeszły się wśród ludności Kalisza i okolicznych miejscowości, pobudzając do działania. Prezes kaliskiej kamery V. Pritwitz z rozpaczą patrzył jak Polacy rozbrajali jego siłę zbrojną i opanowywali kasy pełne pieniędzy i to w tym momencie, kiedy na terenie departamentu kaliskiego znajdował się jeszcze regiment dragonów pruskich Roqnetti i batalion pułku towarzyszów, a na dzień 15 listopada było sygnalizowane przybycie 22.600 Rosjan /Schottmuiier,o.c. str II,67/. 

Otóż - jak pisze Staszewski - wszystko odbyło się po myśli Kaliszan z uwagi na podejrzewanie przez Prusaków o wcześniejszych przygotowaniach w których to mieli dopomóc zakonnicy z klasztoru 0.0.Bernardynów przechowując ponoć 200 karabinów. 

Idąc za przykładem prezesa kaliskiej kamery, również prezes rejencji V.Denkelman postradał władzę i wydał w ręce Kaliszan akta swych biur i kas. Polacy tryumfowali, a to wszystko jeszcze pod wodzą i kierunkiem Miaskowskiego, który poprowadził powstańców do kościoła kanoników by odśpiewać Te Deum, oczywiście mając już na swym czele wybitne jednostki jak pisarza koronnego hr Piotra Bielińskiego, oraz gen Pawła Skórzewskiego. 

W okresie tworzenia polskich urzędów, podobnie jak w Poznaniu pozostawiono większość urzędników na dotychczasowych stanowiskach powołując jedynie w zarządzie rejencji i kamery Polaków. 

Na czele pierwszej rejencji stanął Kiełczewski mając jako członków Gembarta, Radolińskiego, Smogarzewskiego, Łęgowskiego, Żeromskiego, Kurcewskiego, Parczewskiego Fabiana, Kurowskiego, Parczewskiego Ksawerego, Sokolnickiego i Bogdańskiego. Prezesurę kamery objął Bieliński obok którego zasiedli Zakrzewski, Jasiński, Morawski i Niemojowski.. 

Legionista Józef Gabriel Biernacki gromadził wokół siebie dawnych oficerów i ochotników do nowych pułków. Dopiero 5 dni po przewrocie do Kalisza przybył pierwszy oddział francuski ,a był to szwadron strzelców konnych płk Dechampsa. 

W ten oto sposób departament kaliski zerwał pęta pruskie. Działania Kaliszan zostały wsparte przez gen Dąbrowskiego i uprawomocnione ze strony Napoleona. Zostały utrzymane komisje przy kamorze i rejencji, a gen Skórzewski miał zająć się uformowaniem siły zbrojnej, którego zastępować miał gen Biernacki. 

Formację wojska regularnego zalecał oddać gen Dąbrowski ppłk Józefowi Gabrielowi Biernackiemu, bratankowi generała, formującego na razie kaliską siłę zbrojną. Biernackiego znał Dąbrowski i używał do nie jednej misji dyplomatycznej oraz powierzył mu formację 7 batalionu legionów. Teraz on miał w Kaliszu formować piechotę 

„kompanię za kompanią w/g etetu francuskiego”. Umundurowanie miało być jak w legionach ,czego model miał dać Biernacki, a sprawować komendę miał do czasu przybycia gen Lipskiego. 

Na tle formowania nowych oddziałów rodziły się oczywiście jak zawsze niezdrowe ambicje. Dawny płk konfederacki Lenartowicz zgłosił Dąbrowskiemu fantastyczny plan organizacji korpusu jazdy. Dąbrowski odesłał go w tej sprawie do Skórzewskiego, ogólnego organizatora w kaliskim i dowódcy jazdy gen Biernackiego po instruktaż i wskazówki. Na tyle jednak był nieostrożny że upoważnił go do formowania brygady jazdy /Bibl.Un.Warsz.rkp.210 teka ŁV f 72-72 Dąbrowski do Lenartowicza Poznań 26/XI/1806/,ale aczkolwiek poddał ją pod rozkazy Biernackiego, stworzył niepotrzebną rywalizację. 

To w tym dopiero czasie prawie 20 dni po dokonaniu powstania kaliskiego przybył do Kalisza Wybicki celem zorganizowania administracji, którą powierzył nadal zasłużonemu Bielińskiemu. W marcu ustąpił ze stanowiska gen Biernacki a pułk po nim na krótko objął Wincenty Krasiński. Przeszedł on jednak wkrótce na stanowisko płk Swoleżerów, a pułk po nim zastępczo objął Dembiński. 

W czasie wybuchu wojny z Austrią w 1809 roku, okazało się dobrym posunięciem Biernackiego obsadzenie wojskiem linii Warty. Wojska austriackie zbliżały się do Warty ,ale słysząc obecność naszych wojsk, nie próbowały tych pozycji szturmować, przynajmniej do czasu sięgnięcia języka. Dla naszych wojsk w tym rejonie owy czas był zbawienny ,na dozbrojenie wojska. Tarcia między dowódcami w działaniach organizacyjnych pomiędzy Garczyńskim i Biernackim, oraz Zajączkiem i Skórzewskim wynikłych z zadawnionych sporów i waśni doprowadziły do tego, że Zajączek w swych zarządzeniach ignorował zupełnie Garczyńskiego i Biernackiego zwracając się we wszystkich sprawach wojskowych wprost do Skórzewskiego. Byłoby to dość słuszne stanowisko, ponieważ Skórzewski był obok Woyczyńskiego jednym gen służby czynnej na całym lewym brzegu Wisły i rozporządzał oddziałami wojska regularnego. Woyczyński oblężony w Toruniu nie mógł brać czynnego udziału w pracach organizacyjnych i osłonowych, a więc dla Skórzewskiego pozostało duże pole do działania. 

Tymczasem Skórzewski zgoła nie dorastał do tego stanowiska. Nie tylko bowiem zupełnie nie miał zamiaru wspierać swymi żołnierzami lini Warty, ale przeciwnie nawet zamierzał zupełnie opuścić departament kaliski, gdyby sytuacja się pogorszyła. O tych swych zamiarach wyrażnie pisze do ministra wojny w dniu 27 kwietnia, a więc wówczas gdy prefekt Garczyński zamierzał ile możności wytężyć siły powstańcze i wstrzymać przeciwnika proponując połączenie się z powstaniem poznańskim dla wspólnej obrony. 

Wtedy to pisał Skórzewski ”Kasę, magazyn, zbrojownię i aptekę legionową wysyłam do Poznania, skąd udać się mają do Kostrzynia, gdyby nieprzyjaciel Poznaniowi zagrażał. Ja z depots pułku 5:7 piechoty nie mniej pułku 4 jazdy tu w Kaliszu dotąd stojącemu, gdybym rozkazu innego nie odebrał także do Kostrzynia pójdę, jeżeliby nieprzyjaciel w sile przemagającej ....do Kalisza się zbliżał, lub zagrażał przecięciem wszelkiej komunikacji”. 

Do wyżej wymienionych trudności dołączyła jeszcze niepopularność Zajączka wśród wielu Kaliszan. Garczyński informował że do obsadzenia Warty nic się Skórzewski i Zajączek nie przyczynili. Dotychczasowe wysiłki obrony na lini Warty są wynikiem działalności Biernackiego „Którego wybór przez rząd prawdziwie do serc obywatelskich trafił, tudzież przez czynności wybranych spomiędzy obywateli zaufanie największe posiadających rotnistrzów”. 

Wobec tego wszystkiego gdy rozkazy Zajączka burzyły porządek nakazany przez Dekret Rady Stanu z 16 kwietnia 1809 roku Garczyński uznał za swój obowiązek: 

„Skutek rozkazu J.W. Gen. Zajączka wstrzymać sam w sprawowaniu obowiązków naczelnikostwa utrzymać się i płk Biernackiego w służbie i stopniu komendanta - organizatora departamentu kaliskiego jako przez samą Radę Stanu postawionego i godnie powołaniu odpowiadającego znać i uważać, puki Rada Stanu pierwszych swych ustaw nie odwoła”. 

W wyniku naporu Austriaków linia obrony w okoliczach Konina została przerwana. Biernacki po otrzymaniu komendy nad oddziałami zakładowymi postanowił powrócić do Kalisza. Zabrał ze sobą 70 koni, a pozostawił na miejscu strzelców pod komendą mjr. Więckowskiego i 40 pikinierów pod Byszewskim. Stanąwszy w Kaliszu 8 maja zebrał wojsko regularne. Miał do rozporządzania 700 piechurów i 200 jazdy a poza tym w Krotoszynie konsystował oddział zakładowy 4 p.jazdy pod komendą kpt.Radziejowskiego, a wynoszący 169 żołnierzy .Zanim jednak nowy dowódca przybył do stolicy departamentu Skórzewski otrzymawszy już rozkazy zdania mu komendy, widząc że kaliskich oddziałów nie da się użyć do ucieczki za granicę,zabrał się nieco energiczniej do pracy.Oddział koniński wzmocnił wysłaniem 50 piechurów. 

Postępy Józefa Poniatowskiego w Galicji, oderwały Ferdynanda od jego planów zaskoczenia z tyłu armii polskiej i sforsowania przejścia na Wiśle. Wojska austriacki widząc iż Torunia szybko nie zdobędą, odstąpiły, a w tym samym momencie nie wiedząc o tym mieli już za sobą Dąbrowskiego. 

Dąbrowski zdecydowawszy się na czynne wystąpienie w dniu 20 maja wydał rozkazy do natarcia. Do płk Biernackiego wpłynął rozkaz o zaatakowaniu jego wszystkimi wojskami na linii od Koła do Częstochowy w dniu 22 maja. 

Wróćmy do rodowodu Skórzewskich .Z pierwszą żoną z domu Wężykówną żył bezdzietnie, z drugiej Eleonory Sczanieckiej herbu osorya, kasztelanki ˙kamieńskiej pozostawił córkę, Antoninę, która wyszła za Jana Byszewskiego herbu Jastrzębiec i trzech synów. Z synów Józef był dziedzicem Wysocka i dóbr Parczewskich, ożenił się ˙z Zofią Wierzchlejską herbu Berszten i miał tylko córkę Walentynę, malżonkę ˙Aleksandra Józefa Nasierowskiego herbu Ślepowron, a matkę hrabiny Kazimierzowej Skórzewskiej. Walenty, dziedzic Raszkowa ,Szczurów, Pogrzybowa i.t.d., jako jeden z pierwszych pośpieszył w 1806 roku do szeregów narodowych, gdzie dosłużył się stopnia pułkownika. W kampanii napoleońskiej otrzymał złoty Krzyż Virtutti Militari. Zmarł w 1846 roku i został pogrzebany w Pogrzybowie. Z pierwszej żony Brygitty Rybińskiej herbu Wydra, wdowy po Karnkowskim miał tylko dwie córki. Z drugą żoną Marianną Bogdańską herbu Prus, żył bezpotomnie. Z córek pułkownika Walentego: Melania wyszła za hr.Arnolda Skórzewskiego, a Eleonora została poślubiona Franciszkowi Niemojowskiemu, a po jego śmierci Leopoldowi Niemojowskiemu /patrz Jedlec.Śliwniki/. Trzeci syn Prokop był panem na Rososzycy, Dobrej, Piekarach i.t.d. W kampanii napoleońskiej dorobił się stopnia kapitana w 1809 roku. W 1822 roku został marszałkiem szlachty powiatu wartskiego. Poślubił córkę swej bratowej z pierwszego małżeństwa Eleonorę Karnkowską herbu Junosza i pozostawił z niej dwoje dzieci: 

Wirginię-Teodorę,żonę Antoniego Nałęcza Sadowskiego, dziedziczkę dóbr Girzyce w kaliskim, oraz Piotra-Pawła, pana na Rososzycy, Dobrej i innych, ożeniony z Ewą Gorzyńską-Ostrorożanką herbu Nałęcz. Z tego małżeństwa córka Maria została zaślubiona hr .Zygmuntowi Gorzeńskiemu-ostrorogowi, szambelanowi dworu pruskiego, komandorowi ˙orderu ˙Grzegorza Wgo ,Kawalerowi maltańskiemu i.t.d Zmarła w kwiecie wieku 12 kwietnia 1874 roku w Śmiełowie. Z synów Piotra-Pawła i Ewy Gorzyńskiej-ostrorożanki wylegitymowano Pawła, dziedzica majętności Dobrskiej w Królestwie Polskim, który z żony Celiny Żółtowskiej herbu ogończyk, córki Adama i Celiny z hr.Czarnieckich pozostawił Marię, Edwarda i Witolda. 

Rososzyca przy końcu XIX wieku, kiedy właścicielem był Piotr Skórzewski, miała w 48 dymach,340 mieszkańców, z czego 337 było wyznanie katolickiego a 3 protestanckiego. W skład dominium wchodziło 15 dymów z 275 mieszkańcami. Wieś razem z folwarkiem posiadała powierzchnię 1116 ha gruntów, z czego ziemi ornej było 599 ha,171 ha stanowiły łąki i 206 ha lasy. Eksploatowano torf, produkowano cegłę oraz specjalizowano się w hodowli bydła holenderskiego z oldenburskim oraz w chowie koni. Zysk w połowie lat osiemdziesiątych XIX wieku wyniósł 7598 marek co dało 6,81 marki z 1 ha całości gruntów, lub 12,68 marki z 1 ha gruntów ornych. 

Zysk nie należał do najwyższych, osiąganych w regionie, a mimo to w latach osiemdziesiątych XIX wieku Piotr Skórzewski wybudował piękny neorenesansowy pałac w Rososzycy, będący przykładem modnej wówczas architektury „importowanej z Włoch”. Pałac wyróżnia się racjonalną i celową dyspozycją wnętrz ,którą osiągnięto dzięki mistrzowskiemu przemyśleniu w operowaniu różnicą poziomów frontowej i ogrodowej części budynku. W przyziemiu od strony podjazdu usytuowano pomieszczenia gospodarcze, natomiast na piętrze, które od strony podjazdu sprawia wrażenie parteru rozlokowano pomieszczenia mieszkalne i reprezentacyjne, oraz gościnne w wystawce na drugim piętrze. Konsekwentne zastosowanie systemu korytarzy daje obiektowi rys nowoczesności. Ten eklektyczny pałac wyposażono w dużą ilość sztukaterii, która, jak również wiele innych elementów zdobniczych ulega notorycznej dewastacji. W ˙parku dworskim o powierzchni ponad 5 ha., w którym oprócz starych drzew znajdują się okazowe, dziś już pomnikowe dęby, znajdują się szczątki starego grodziska z około XIII - XV wieku, stanowiącego swoistą wyspę przeszłości. Odkryto również stare cmentarzysko pochodzące z wczesnej epoki żelaza, około 700-600 lat p.n.e.,z charakterystycznymi kamiennymi brukami, odkrytymi w większości grobów. 

Po południowej stronie szosy wznosi się klasycystyczny kościół rozbudowany w końcu XIX wieku. 

Kościół pod wezwaniem Św.Marka istniał już przed 1510 rokiem. Michał Wierzbowski, ówczesny dziedzic odbudował go z drzewa w 1692 roku., a Paweł Skórzewski, wojewoda kaliski w roku 1818 postawił w tym samym miejscu z cegły, częściowo swoim nakładem, częściowo z legatu ks. Bogumiła Grodeckiego, proboszcza. Kościół posiada wspaniały wystrój, który ongiś upiększała pieta wymalowana przez Teofila Sarneckiego, nauczyciela rysunku Elizy Radziwiłłówny, a która obecnie znajduje się w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Parafia zalicza się do parafii wczesnych powstałych na przełomie XII i XIII wieku. Należała od początku do archidiecezji gnieźnieńskiej, dopiero w 1925 roku., przyłączona została do archidiecezji poznańskiej. Parafia w okresie międzywojennym należała do parafii małych, zrzeszająca poniżej 2000 wiernych. Obecnie zdecydowanie się powiększyła. 

Źródło informacji:www.skal.republika.pl/Rososzyca.htm

Dodatkowe informacje